sobota, 13 listopada 2021

Recenzja: Maty Haig "Chłopiec zwany gwiazdką"

 Dzięki uprzejmości wydawnictwa Zysk i Ska miałam przyjemność przeczytać książkę autorstwa Matta Haiga. Jest to przepiękna opowieść o tym jak dobro, które mamy w sobie ma ogromną moc. Jak wiara dodaje nam skrzydeł i pozwala wierzyć w rzeczy niemożliwe. 

"- Aby coś zobaczyć, trzeba najpierw w to wierzyć. Naprawdę, naprawdę w to wierzyć. To pierwsza zasada elfów. Nie da się zobaczyć czegoś, w co się nie wierzy. A teraz zrób, co w twojej mocy, i spróbuj uwierzyć." 

   Główną postacią w książce jest Mikołaj, mały chłopiec, który mimo ciężkiego życia potrafi cieszyć się z małych rzeczy. Marzy o zabawkach jednak mimo biedy nie stanowią one u niego priorytetu. Chociaż w całym swoim życiu dostał raptem dwie zabawki, sanie i lalkę zrobioną z rzepy przez mamę.  Mimo, że często chodził głodny nie powodowało to u niego przygnębienia wręcz przeciwnie cieszył się z tego że ma rodzinę. Dobroć po prostu z niego emanowała.  Gdy jego mama umiera zostaje sam z ojcem, mimo bólu jaki mu doskwiera z tego powodu stara się iść dalej. Jednak pewnego dnia ojciec postanawia wyruszyć z domu w poszukiwaniu elfów. Zostawia chłopca pod opieką swojej zgorzkniałej, łagodnie mówiąc siostry. Mikołaj nie jest w stanie wytrzymać ani dnia dłużej ze swoją ciotką i wyrusza na północ w poszukiwaniu ojca. I to wtedy zaczyna się dziać  w jego życiu coś niezwykłego...

   Autorowi udało się stworzyć historię, która chwyta za serce. Opowieść jak zwykły chłopiec staje się kimś niezwykłym. Opowieść o tym kim był Święty Mikołaj zanim stał się świętym. A to pytanie chyba zadaje każde małe dziecko. Jaki on był jak był mały.  Czym się zajmował, co robił, w co lubił się bawić.  Główny bohater nie pochodził z majętnej rodziny a za ulubiona zabawkę służyła mu lalka z rzepy i sanie.  Mimo że żył w skrajnym ubóstwie potrafił cieszyć się z życia. Jak każde dziecko marzył o nowej zabawce. Jednak wolał więcej czasu spędzić z ojcem niż kosztem utraty chwil spędzonych z rodzicem zyskać nową zabawkę. Nie zazdrościł wręcz przeciwnie było w nim dużo życzliwości.  W każdym starał się starał się znaleźć dobro. 

   Cała książka wypełniona jest ilustracjami w wykonaniu Chrisa Maulda. Są tak piękne i baśniowe, że momentami robiłam przerwę w lekturze aby po prostu na nie popatrzeć. Idealnie oddają ducha świąt i fabułę. 

   Tematyka jaką książka porusza idealnie wpasowuje się w kanon literatury świątecznej. W sam raz na coraz dłuższe wieczory w towarzystwie kubka gorącego kakao.  Jedyny minus jaki daje to za filmową okładkę. Jestem zdania, że gdyby była utrzymana oryginalna to oddałaby lepiej klimat całej książki. Mimo, że przestawia cudowny kadr z filmu. Rozumiem, że wraz z ekranizacją większość książek dostaje nowe szaty graficzne. Jednak jestem wielbicielką tych w klasycznym wydaniu. Wtedy w moim odczuciu dają większe pole do popisu naszej wyobraźni.  Co nie zmienia faktu, że film na pewno z dziećmi obejrzę.

   Książka wypełniona jest wieloma przygodami małego chlopca. Od zbudowania niesamowitej relacji z myszką i reniferem po pobyt i ucieczkę z więzienia elfów.  Tych przygód jest o wiele więcej jednak nie mogę ich zdradzić bo poznalibyście prawie całą fabułę książki.  Daje jednak gwarancję, że  jeśli lubisz baśnie i opowieści świąteczne a zwłaszcza te o Świętym Mikołaju to się nie rozczarujesz. 

   Jest to niesamowita historia pełna magii i o odkrywaniu samego siebie oraz dążeniu do zrobienia czegoś niesamowitego.  Chłopiec a później mężczyzna mimo ciągłego czynienia dobra czuł niedosyt. Wiedział, że nie zrobił jeszcze czegoś wyjątkowego co dałoby mu pełnienie szczęścia. Każdy elf i osoba obrażona magią w chwili odkrycia pełni szczęścia przestawała się starzeć. Ponadto poznajemy tutaj inne postacie magiczne jak trolle i wróżki.

   W tej książce dowiadujemy się jak to się stało, że sam Święty Mikołaj wchodził przez kominy, miał zaprzęg reniferów,nosił taki strój a nie inny oraz dlaczego nosił brodę. Ponadto poznajemy historię imion jakie nosił Mikołaj oraz jak to się działo, że w jedną noc odwiedzał wszystkie dzieci.  To i wiele więcej znajdziecie w tej książce . Może jest to fikcja a może jednak nie? W każdym razie jest to świetna lektura nie tylko dla dzieci.  

   Przyznam, że czytając "Chłopiec zwany gwiazdką" mogłam przez chwilę poczuć się jak dziecko, które rysowało a później pisało listy do Świętego Mikołaja. Co roku czekając na prezenty pod choinką. Teraz tą magię przekazuję swoim dzieciom, które są zafascynowane postacią Świętego Mikołaja.  Dlatego książkę odkładam na półkę z pewnością, że do niej wrócę gdy tylko podrosną. Wam również polecam lekturę tej książki. Zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliżają się święta. Może po przeczytaniu tej książki również i my dorośli odkryjemy w sobie trochę tej dziecięcej wiary w  magię świąt.

"Mam dla Ciebie  jedno ważne zadanie: spotkasz na swojej drodze ludzi, którzy za wszelką cenę będą chcieli Ci udowodnić, że magia nie istnieje. Pod żadnym pozorem im nie wierz. Świat jest pełen magii."

   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz