wtorek, 23 listopada 2021

Recenzja: Katarzyna Puzyńska "Chąśba"

Ostatnio dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński otrzymałam do recenzji gorącą nowość od Katarzyny Puzyńskiej - „Chąśbę”. Tym bardziej się ucieszyłam, że tytuł ten zdawał się uderzać w czułe struny mojej słowiańskiej duszy. Na instagramie otoczyły mnie recenzje innych, których starałam się nie czytać, żeby sobie nie palić tematu, bo widać, że jest na to niezły, jak to mówi młodzież „hype”. Na moje nieszczęście (lub szczęście) jestem wymagającym czytelnikiem.

Myślę, że dużo rzeczy mnie zaskoczyło w „Chąśbie”. Z pewnością zakochałam się w budowie powieści. Do tej pory nie spotkałam się z historią, którą możesz czytać na dwa sposoby. Jeśli wybierzesz sposób pierwszy, czyli czytanie strona po stronie, fabuła biegnie bardzo szybko i właściwie przeskakujesz tylko między kolejnymi wydarzeniami, niekoniecznie wiedząc, co się kryje za wieloma wątkami. Drugi sposób, pełniejszy, pozwala na dokładniejsze zbadanie treści, poznanie motywów, wydarzeń, wspomnień i rozmów, które ułatwiają zrozumienie głównej linii fabularnej i motywacji postaci. Zaskoczeniem dla mnie była na pewno zagadka kryminalna, lub w sumie kilka, które finalnie tworzą całość, a które zostały owinięte w ten słowiański, tajemniczy całun. Jednak ten całun ma niestety kilka dziur i prześwitów. 

Nie poczułam tutaj słowiańskiego klimatu. Mimo imion, bóstw, grodziska – no nie, nie udało się. Być może dlatego, że jako fanka powieści historycznych zwracam bardzo dużą uwagę na stylizację języka, bo chce czytając poczuć się jak bohaterowie tamtych czasów. Tu język wcale nie jest stylizowany, a wręcz przeciwnie, bohaterowie ze świata nam odległego o, wydawałoby się , ponad 1000 lat rozmawiają...tak jak my. A nawet używają zwrotów i porównań, które w tamtych czasach mogły w ogóle nie istnieć. Myślę, że doskonałym posunięciem byłoby skonsultowanie się z jakimś językoznawcą, a także specjalistą od kultury słowiańskiej. Pomimo że nasza rodzima mitologia jest niezbadana i słabo opisana, zostawia więc miejsce dla wyobraźni, to po prostu czegoś zabrakło w „Chąśbie” abym poczuła się jak uczestniczka wydarzeń z książki. 

Zaskoczyło mnie bardzo zakończenie książki, które sprawiło, że mam bardzo mieszane uczucia. Sam brak słowiańskości nie przeszkadza mi tak bardzo, jak rozwiązanie zagadki z głównej linii fabularnej. Zagadka bowiem...nie została rozwiązana, a przynajmniej nie tak, jak dzieje się to w większości kryminalnych powieści. Ponadto po zakończeniu książki miałam więcej pytań niż odpowiedzi, chociażby o losy bohaterów, których wątki nagle się urwały. Pozostawiło to pewien niesmak, tym bardziej, że zakończenie sugeruje, że nie będzie kontynuacji (może się mylę?). 

Myślę, że jak na debiut pani Katarzyny w świecie fantastyki poszło całkiem nieźle, choć to bardziej kryminał otoczony aurą fantastyki. Szczerze powiem, że zagadka zaintrygowała mnie na tyle, że chciałabym przeczytać jakiś kryminał tej autorki. Jednocześnie uważam, że nie powinna się poddawać i powinna kontynuować swoją przygodę ze światem fantasy, tylko, jeśli mogę coś doradzić, może pewne elementy wymagają dopracowania. 

Czy polecam? Chyba tak, bo to jest tego typu książka, która jest dosyć ambiwalentna, jedni mogą być zachwyceni, inni nie, a jeszcze inni, tak jak ja umieszczeni gdzieś pośrodku. Dla fanów pani Katarzyny będzie to przyjemna propozycja pozwalająca wejść w inny klimat, którą dobrze i szybko się czyta.  

Książkę można nabyć tutaj [KLIK]


Monika Banaszyńska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz