czwartek, 11 listopada 2021

Recenzja: Jacek Komuda "Warchoły, złoczyńcy i pijanice"

Od dziecka marzyłam, żeby choć jeden dzień być prawdziwą szlachcianką. Nawet już jako dorosła kobieta, szwendając się po dworach i pałacach i czytając o losach rodzin szlacheckich i ziemiańskich, chciałam się na chwilę zamienić. Po lekturze „Warchoły, złoczyńcy i pijanice” zaczynam się jednak poważnie zastanawiać, czy nie pożałowała bym gorzko takiej zamiany!

Choć książka Jacka Komudy jest raczej albumem najciekawszych zawadiaków Rzeczypospolitej Szlacheckiej aniżeli powieścią fabularną, to w trakcie czytania ma się wrażenie, że czytamy powieść fantasy. Poważnie. Ciężko uwierzyć, że takie rzeczy były na porządku dziennym! A co było? Zatargi niczym Kargul i Pawlak ale na duuużo większą skalę, mające czasami zasięg działań o wielkości powiatu (a jeśli doliczymy sąsiadów ze Szwecji i Rosji to i zasięg państwowy!). To czasy gdzie oprócz pieniądza i szlacheckiej fantazji nie było żadnej świętości. Zająć wieś? A jakże! Przejąć dobra sąsiada? W to mi graj! Przy tym przejmuje się wszystko inne, czasem nawet suknie żony sąsiada. Pieniądze przepić, przebalować, a już bardzo rzadko - zainwestować. Sejm zerwać, łapówkę przyjąć, pare gęb szabelką poharatać. Nawet respekt wobec wyroków sądu był…osobliwy. Otóż gdy sądzono się o włości, wystarczył wyrok na papierze, a egzekucji wyroku dopełniał sam zainteresowany. Jednakże jeśli sąd skazał na banicję, infamię, wieżę i kary pieniężne to cóż… niech sobie karze ile chce. Byli i tacy, którzy wyrokami sądu obszywali płaszcze, a niektórzy mieli ich tak wiele, że mogli ich używać jako „papiru do podciru”.  Żeby było śmieszniej, tak sobie elegancko poczyniali albo całkowici zbóje albo… bohaterzy i militarne gwiazdy swoich czasów.


Czytanie tej książki to jednak czysta przyjemność nie tylko ze względu na życiorysy tych niezwykłych ludzi. Przede wszystkim zachwyciłam się gawędziarskim i pełnym humoru stylu tych opowieści. Nie miałam wrażenia, ze czytam czyjeś biogramy. Czułam się tak, jakbym siedziała przy stole biesiadnym z panem Jackiem, pijąc wino i słuchając opowieści o dawnych czasach. Szczerze uważam, że gdyby choć parę tych życiorysów włączyć do podręczników od historii, fanów Rzeczypospolitej Szlacheckiej przybyło by na pęczki! Tak opowiedzianej historii się nie zapomina.

Polecam Wam bardzo, nawet jeśli nie macie pojęcia o historii i się nie interesujecie Polską sprzed rozbiorów. To nie tylko życiorysy ale ciekawa opowieść przede wszystkim o ludziach, których życie było niczym scenariusz serialu na Netflixie!



Monika Banaszyńska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz